Sklep internetowy
Pewnego razu moja matka Anastazja musiała opuścić domowe schronienie i udać się z wizytą do lekarza. Honorując swoją „oszczędność", postanowiła pojechać tramwajem. Zaczęło się fatalnie. Jakiś grubas w średnim wieku sklął ją siarczyście, że pcha się przednim wejściem, zanim on wysiadł; potem w wagonie nadmiar pasażerów podeptał jej najprzyzwoitsze obuwie, a o miejscu siedzącym mowy nie było, ponieważ młodzi mężczyźni, młokosi właściwie, rozparci wygodnie w fotelach, tak pilnie czytali szyldy nad sklepami, że żadną miarą nie można było ich od tego oderwać. Stara pani przytrzymała się czegoś pierwszego lepszego, końcem laseczki rozdzierając paniom pończochy, za co również została zrugana.
Poczuła się okropnie skrzywdzona i jeszcze bardziej niepotrzebna i odepchnięta. Pomyślała: Jestem starą babą, ale niedoczekanie wasze. Nie dam się. Nie zgnębicie mnie.